not very fairy...

Archiwum
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009
Styczeń 2010
Zakładki:
Bliże:
Erlendur
Gosia
Ipanema
Łyz
Mała pipka
Móri
Natalka eM
Nitro
Njur
Paulina wierzy
Roma
Na nudę:
Innaczej
Kulturalnie
Last fm
Queer
Stop
Posiedź, potańcz
Lanserskie Powiśle
Na ławce pod domem
Niezmniejszenie
Plan Be
W ogrodzie
W wodzie
Potrzebne:
Bank
Face
Gmail
Myspace
Pociągi
Telefon
Tylko te teatry
Narodowy
Polonia
TR Warszawa
Wkładam w to ręce:
Islandia
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
RSS
sobota, 16 stycznia 2010
Kilka lat temu w życiu bym nie pomyślał...

że będę miał chłopaka

że będę chodził w dresowych spodniach

że będę pracował w tej branży

że mój chłopak będzie siedział z moimi znajomymi z pracy przy moim biurku, gdy ja będę na spotkaniu w ambasadzie

że pojadę do Lizbony

że spędzę noc, tańcząc ze słuchawkami na uszach

że będę się cieszył na myśl o sprzataniu piwnicy w mieszkaniu starego rzeźbiarza

że ze znajomymi będziemy udawać zaprzęg reniferów, wdrapując się Tamką pod górę

że tak łatwo można przejść z jednej strony na drugą:

 

;)

04:19, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 grudnia 2009
A community service annoucement

Mąż kupił bilety do Lizbony! Lecimy w lutym :) Całe dziesięć dni w temperaturze o jakieś 30 stopni wyższej niż w Polsce. Rześkie atlantyckie powietrze, rzewne fado i rozżarzone do czerwoności slodkie porto... Kręte ciasne uliczki, stare kamienice, tramwaje elektryczne i cudowne kolorowe Barrio Alto... Już za sześć tygodni!

Tymczasem święta w Polsce. W domu rodzinnym. Od jutra. Wziąłem kilka filmów, żeby pokazać rodzicom. Wziąłem też kilkanaście dla siebie. Może się nie zanudzę. W sumie mamy sobie co opowiadać, ale lepiej być przygotowanym na najgorsze. Wracam już w sobotę, najpóźniej w niedzielę, by poświęcić całe osiem dni mężowi i rozmaitym rozmyślaniom. A rozmyślać jest o czym.

Ze starymi znajomymi powołuję do życia nowe stowarzyszenie. Przejmujemy najbardziej undergroundową gazetę w tym mieście i robimy z niej zupełnie coś innego, a do tego z moimi zdjęciami! Przygotowujemy sekcję polską na festiwal sztuki w Malmo. I opracowujemy ofertę działalności gospodarczej, którą wykosimy wszystkich pretendentów do najlepszych lokalizacji w tym mieście. Może w przyszłym roku spotkamy się w... ;)

W pracy kilka nowych projektów i podwyżka. Zaraz po świętach przyjmujemy strategię na lata 2011-2013. Ponieważ nasz sztandarowy projekt to absolutny sukces, czas wymyślać kolejne!

Rok 2009 był rokiem przymusu. Rok 2010 musi być rokiem sukcesu. A jeśli nie sukcesu, to przynajmniej frajdy, która wynagrodzi porażkę ;)

Tymczasem polecam wszystkim Jonathana Bouleta:

 

01:11, chuopiec.z.zapaukami
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2009
Dajcie mi posiedzieć!

Wróciłem przed chwilą z basenu. Od trzech miesięcy kupuję wraz z mężem kartę sportową, która upoważnia nas do nieograniczonego wstępu na wszystkie obiekty sportowe w tym mieście. Od tego bogactwa możliwości pomieszało się nam w głowach i jeszcze ani razu na nic się nie zdecydowaliśmy. Łącznie kosztowało nas to już 600 PLN. Jeśli zestawić ten koszt z moją dzisiejszą aktywnością mieszczącą się w ramach upoważnień, które mam dzięki karcie, jest to moja najdroższa wizyta na basenie ever! Zrobiłem pięćset metrów w kwadrans i ledwo żywy zebrałem się do domu. W szatni spotkałem nagiego doktoranta z mojego niegdyś wydziału. Warto nadmienić, że jest on brzydki ponad wszelką miarę i w każdym calu. Wróciłem więc zniesmaczony zarówno moja słabą kondycją, jak i przeżyciamy aestetycznymi.

Nie czuję się zdrów. Coś zalega mi w drogach oddechowych. Doprawiłem się chyba podczas wczorajszego nocnego spaceru z mężem przez most. Po wyjściu z Hydro postanowilismy nie brać taksówki, wzięliśmy się więc pod ramię i ruszylismy pieszo do domu. Widoki z mostu były cudowne, reakcje prażan na nasz widok - śmieszne.

Mogłem się jednak doprawić również dzień wcześniej. Byłem na wyjeździe służbowym donikąd. Nigdzie mieściło się gdzieś miedzy mazowieckiem a łódzkiem w straszliwym ośrodku wybudowanym w czasach PRL. Początkowo myślałem, że straszność całego tego kompleksu zasadza się jedynie na różnych powierzchownych niedopatrzeniach. Po otworzeniu drzwi z dykty wiedziałem już, że to nie symulakra ośrodka wypoczynkowego rodem z minionego ustroju, który ma udawać sam siebie i przyciągać turystów, lecz najprawdziwszy ośrodek wypoczynkowy z całym swoim topornym dobrodziejstwem. W łazience śmierdziało kanalizacją i nie było brodzika, chociaż był prysznic. W sześciodrzwiowej szafie wbudowanej w ścianę żadne drzwi się nie zamykały. Zasłona była udekorowana gumą do żucia. Łóżka były małe, koce obrzydliwe, pościel nie pachniała nowością. Na ścianach były dwa żyrandole wykonane z popielniczek szklanych, które miały imitować kryształowe. Generalnie było zimno i głodno, ale nawet bym nie narzekał, gdyby nie to, że pierwszej nocy nie mogłem zmróżyć oka. Nie wspomniałem, że w każdym pokoju były zakwaterowane dwie osoby. Mój współlokator wydawał przez sen takie dźwięki, że po 15 min ubrałem się i postanowiłem spędzić noc na schodach. Była awaria prądu, więc siedziałem tam po ciemku, wcinałem resztki czekolady, które znalazłem w kieszeni i paliłem papierosy. Kiedy sen zmorzył mnie na dobre, założyłem słuchawki i wróciłem do łóżka. Słuchawki są solidne, więc wygłuszyły wiekszość dźwieków z zewnątrz. Okazało się jednak, że wszystko w pokoju wibruje! To nie było chrapanie, to było stado jeleni na rykowisku!!! Rano wstałem, poszedłem do recepcji i zażądałem jedynki. Nie było. Poszedłem więc na śniadanie, wykonałem misję, którą miałem do wykonania i postanowiłem wracać. Na szczęście PLAY ma zasięg nawet tam, gdzie nie ma prądu, więc obczaiłem sobie drogę do domu. Najpierw musiałem dostać się do Tomaszowa... Wyszedłem na autobus podmiejski, który miał być dopiero za pół godziny i począłem łapać stopa. Złapałem po kwadransie, więc się opłaciło. Tomaszów przemierzyłem linią nr 13, by dostać się na dworzec PKS. Stamtąd ruszyłem PKS-em do Łodzi. W Łodzi zdążyłem wypalić pól papierosa i wsiadłem do pociągu do Warszawy. Nigdy więcej nie wyjadę z tego miasta.

A co tam w kulturze? Anita Lipnicka wydała nową płytę. Sama! Napisała, skomponowała, zagrała, wyprodukowała. Niezła jest. W sensie Anita. Płyta jest smutna... Widziałem też wreszcie Zero i przedpremierowo Rewers. Pierwszy film OK. Miasto-kosmos, milion wątków, które się przecinają, zapętlają, ale nie wymykają reżyserowi spod kontroli. Ładne. Natomiast Rewers to absolutny film roku! Świetny, ciekawy, zabawny, trzymający w napięciu. Polski kandydat do Oscara. Niestety w tej samej kategorii, co kanadyjski film Zabiłem moją matkę, który jest moim absolutnym faworytem. Zarówno nasz, jak i ich mają w fabule większe lub mniejsze myki gejowskie. Polecam!

 

20:05, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 listopada 2009
Roma wróciła na chwilę...

BLOG ROMY

20:17, chuopiec.z.zapaukami
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 października 2009
Świeżo?

Musiałem coś zmienić ;)

02:46, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 października 2009
Nowe!

Już w ten piątek nowa płyta Agnieszki Chylińskiej. Dysonans poznawczy powoli ustępuje lekkiemu podrygiwaniu biodrem. Miejmy nadzieję, że ekipa z 11 listopada żywo zareaguje na tę nowość, kiedy będziem tam bawić ;)

 

Dwa tygodnie później Marcin Hycnar wystąpi w roli Artura. Teatr Narodowy - 29 października o 19:30 - premiera Tanga według Mrożka w reżyserii Jerzego Jarockiego.

 

 

A Universitas wydało jakiś czas temu opasłą biblię homoseksualistów, która opisuje ich historię w historii. Geje i lesbijki - życie i kultura, red. Robert Aldrich, ISBN-13: 978-83-242-0851-7.

 

A co tymczasem? Pstro! Dzisiaj był dobry dzień. Zacząłem go od bezcelowej przejażdżki po Warszawie. Padało, było strasznie, a ja w ciepłej Toyocie, którą przed chwilą jechał prezes, rozmyślałem o tym, czy nie powinienen był jednak zabrać ze sobą aparatu. Okazało się, że nie, bo cel mojej podróży zachorował i z nagrania dupa. Wróciłem zatem do biura i dokończyłem deal z Izraelem. Lubię tych ludzi bardzo! Żadnego żarcia się o kasę, maile w stylu we can write in the invoice everything, what you want ;) Zupełnie inaczej niż z Rosjanami, ale nimi akurat nie muszę się zajmować. Głupie zdjęcie jet 5 razy droższe niż w Europie.

Rozmawialiśmy dzisiaj dużo o kulturze. Jak zwykle. Zastanawiało nas, czy noszenie majtek na kalesony przez wszelkiej maści super heros mieści się w kategorii gueer. Parafrazowaliśmy również znane piosenkarki, które to przykuwają się do psich bud, by polepszyć los psów łańcuchowych, to znowu śpiewają wiersze papieża. A wszystko na Placu Zamkowym w odstępie tygodnia. I tak obok ciasnych spódniczek mieliśmy na bioderkach ciasne owieczki. Udawaliśmy również surykatki, ziewając. Właściwie była to reinterpretacja figury łaskotanego lemura. Oglądali nas ludzie z ulicy, bo biuro mamy na parterze. LOL!

21:10, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 października 2009
O tym, jak bronił się mąż i o tym, co było wcześniej oraz później...

Mąż bronił się niecały tydzień po mnie. W tym czasie moje nowe zajebiste buty zdołały przysporzyć mi wielkiego cierpienia. A właściwie to przysporzył mi go lewy but... Nieco ponad piętą. Okrutny!

Wziąłem wolne w pracy, by tego dnia być blisko męża. Bliskość tę jednak pojmować trzeba nieco bardziej metaforycznie niż zazwyczaj. O 9:00 on pojechał na akademię, a ja - do cukierni, która nota bene mieści się obok mojego biura. But zaczął mnie obcierać strasznie, ale się nie dawałem. Kuśtykając przez rozkopane Nowolipki, próbowałem nie spotkać nikogo z pracy, by nie odpowiadać na idiotyczne pytania w stylu "to ty nie na urlopie?". Udało się. Przedarłem się przez piachy, rozkopy, zastępy betoniarek i wywrotek. Kupiłe zajebiste babeczki kajmakowe, jakich nie ma w żadnym innym miejscu w tym mieście i rozpocząłem drogę powrotną. Zadanie miałem nieco utrudnione, ponieważ oprócz wcześniejszych przeciwności losu, które musiałem pokonać po raz kolejny, musiałem uważać dodatkowo na całe pudełko babeczek, które niosłem w ręku. O paleniu mogłem zapomnieć. Drugim zadaniem było kupienie dobrego wina. Winiarni na Bankowym jak psów... Na szczęście był sklep całododobowy, w którym nawet był przyzwoity wybór. Kupiłem dwie butelki. Wpakowałem do plecaka i poszedłem szukać korektora taśmowego. Wychodząc ze sklepu, jebnąłem się drzwiami w lewą nogę tak stasznie, że w oczach stanęły mi świeczki. Poczułem, jakby mi ktoś wbijał gwóźdź w nogę. Z dużym obciążeniem, z pudłem babeczek w ręku, ze łzami w oczach poszedłem na pocztę. Wylosowałem numerek 70. Na ekranie: 64. Decyzja: czekam. Stojąc w kolejce obserowałem sceny, jak z Wesela Wyspiańskiego czy też może raczej z jego kampowej ekranizacji. Jacyś rzutcy inwalidzi, bezczelni starcy, chamska ciężarna. Masakra! Była może 9:30, a oni już zaczęli napierdalać się nazwajem. Też bywam rano wściekły, ale bez przesady... ;) Kupiłem korektor. Taśmowy, czyli taki, jakiego potrzebował mąż.

Obolały, prawie spóźniony, ranny zacząłem się rozglądać za taksówką. Oczywiście była, przecież to centrum miasta. No, może śródmieście północne... Była więc, ale po drugie stronie jebanego placu. I znowu: krew lejąca się z mojego drogiego buta, butelki obijające się w plecaku, pudło, którym wiatr robił jak chciał i korektor w dłoni... I ja w tym wszystkim, z tym wszystkim przbijający się przez najdłuższe chyba w tym kraju przejście dla pieszych z czterema postojami w trakcie. Jezusie! Jak dopadłem do samochodu, wczołgałem się do niego i poprosiłem na Powiśle.

Pan oczywiście nie wiedział, gdzie dokładnie jest budynek, którego adres mu podałem. Uparł się, że za Buwem. Ja mówię, że nie, ale ten jedzie. Pytam, to za to zapłaci. On, że jakoś to będzie. Ja na to prawie, żeby wypierdalał, ale w zaistniałej sytuacji, to raczej ja bym musiał wypierdalać, a najmniej mi na tym zależało.

Dojechałem, przekazałem wszystko mężowi, dopilnowałem czego trzeba i wypaliłem ze 4 papierosy. Obrona przebiegła dobrze. Mąż oczywiście zebrał laury, oklaski i propozycje współpracy od dwóch najlepszych uczelni w tej części Europy.

Wieczorem wraz z grupą znajomych zalegliśmy w Oparach absurdu. Tak na chwilkę. Prawdziwe imprezy dopiero przed nami.

Co tymczasem? Tymczasem wolność, seks i kultura. Wolne wieczory, wolna głowa, spokojne poranki. Zero stresu, nerwów, mniej kłótni ;) Nowa płyta Kayah, Marysi Sadowskiej, Pearl Jam, Tori Amos, Yeah Yeah Yeahs. Nowy film Almodovara, Tarantino i 25. WFF. Nowe książki, a wśród nich Wilgotne miejsca Roche ;)

Nadrabiam zalegości, wracam do obiegu towarzyskiego etc.

Lobbuję:

 

20:18, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (2) »
środa, 30 września 2009
8 + 4 + 5 = MAGISTER MORI

I po wszystkim! Dzisiaj zostałem magistrem. To był ostatni termin. Jak zwykle... ;) Niewiele zmieniło się w moim życiu. Jutro wracam do pracy. Obrona przebiegała w miłej atmosferze. Zamiast kwiatów kupiłem filmy islandzkie i czekoladki z chilli ;)

Rano oczywiście stwierdziłem, że jednak nie mam się w co ubrać i że muszę jechać natychmiast po jakiś garnitur. Mój nieoceniony mąż przemówił mi jednak do rozsądku i skomponował z tego, co było w naszych szafach, całkiem seksowną całość. No i nie ubrał mnie w żaden garnitur! A już było blisko, żebym się złamał...

Kupiłem zatem tylko buty. Drogie i ładne, ale nadają się również na inne okazje, więc pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto ;) Obronę miałem o 14:00. O 13:00 siedziałem w białych bokserkach pośród stert białych kartek... Z kompem pod ręką, z pudełkiem butów pod nogami, z pracą magisterską na kolanach.

Trochę się trzęsę. Trochę nie wiem, co teraz. Czy sprzątać? Czy pić? Czy odpoczywać?

W pierwszej powie lutego lecę na tydzień do Reykjaviku. Chętnych zabieram ze sobą. Koszt: 3-3,5 tys. PLN.

Teraz poświęcę się już tylko przeżywaniu wszelakich przyjemności. Czekam jeszcze tylko na męża, który broni się za kilka dni.

 

 

20:19, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 września 2009
Ostatnie...

W poniedziałek lub w środę mam obronę. Starczy już lipy z miodem pod wydziałem. Starczy jointów w drzwiach i wpisów w indeksie. Koniec.

Ostatnie wizyty tu i tam. Ostatnie maile i telefony. Ostatnie spotkania...

23:20, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 września 2009
Cała prawda o mnie - 5w4

Piątka w skrócie

Piątka to typ introwertyczny, ciekawy świata, z potrzebą wiedzy o nim, analityczny i wnikliwy. Potrzebuje prywatności aby przemyśleć wszelkie sprawy i uzupełnić energię życiową.

Jak postępować ze mną

  • bądź niezależny, nie "czepliwy"
  • mów w prosty i zwięzły sposób
  • potrzebuję czasu aby poukładać swoje myśli i odczucia
  • jeżeli wyglądam na zagubioną, nieobecną lub arogancką, to możliwe, że nie czuję się zbyt komfortowo
  • daj mi odczuć, że jestem mile widziana, ale nie zbyt mocno, bo mogę zacząć wątpić w twoją szczerość
  • gdy czuję się zirytowana koniecznością powtarzania się, to może dlatego, że powiedzenie o tym było dla mnie trudne już za pierwszym razem
  • pomagaj mi unikać powodów do przykrości: wielkich przyjęć, czyjejś głośnej muzyki, przesadnych emocji i ataków na moją prywatność

Co lubię w byciu piątką

  • stanie na uboczu i patrzenie na życie w obiektywny nie zaangażowany sposób
  • moje poczucie niezależności. robię to co uważam za słuszne i nie przejmuję się wpływami otoczenia
  • bycie spokojnym w obliczu kryzysów
  • nie uganianie się za materialnym posiadaniem i statusem
  • dogłębne zrozumienie rzeczy; dostrzegam skutek i przyczynę

Co jest trudne w byciu piątką

  • zbyt wolno ukazuję swoją wiedzę i swoje przemyślenia innym
  • źle się czuję gdy zachowuję się defensywnie lub jakbym wszystko wiedziała
  • bycie zmuszanym do przebywania z ludźmi gdy tego nie chcę
  • oglądanie innych z dobrymi umiejętnościami socjalnymi, ale z mniejszą inteligencją, jak radzą sobie lepiej ode mnie




Opis piątki

Piątki to ludzie którzy wycofują się ze świata i żyją we własnym umyśle. Mogą być inteligentne, dalekowzroczne i posiadać dużą wiedzę, lub też mogą być oderwane od rzeczywistości, sknerowate i schizofreniczne.
Piątki, szóstki i siódemki należą do grupy odczuwającej strach i tworzą kolejne emocjonalne trio. Jednak w przeciwieństwie do dwójek, trójek i czwórek, nie czują one zmieszania czy zażenowania tym kim są lub jak się czują. Zamiast tego, mają tendencje do nieświadomego przeczuwania grożącego im niebezpieczeństwa i odpowiednio na nie reagują. Piątki, szóstki i siódemki są typami myślącymi, które żyją więcej we własnych głowach niż we własnych ciałach. Zmagają się z podejmowaniem decyzji, ciągle muszą dowodzić swojej siły woli.
Strach piątek jest socjologiczny. Ludzie z tym stylem, notorycznie bronią się przed "inwazją" lub "pochłonięciem" przez innych. To jest zdecydowanie najbardziej antysocjalny typ w enneagramie. Generalnie, obawiają się bliskich kontaktów, które mogą prowadzić do uczucia bycia przytłoczonym przez uczucia innych. Piątki mają dobrze rozwinięte zdolności do analizowania i gromadzenia wiedzy. Mogą być dobrymi jej odbiorcami, być inteligentni i rzeczowi, zdolni do pozostania w centrum i bycia logicznym, podczas gdy inni wokół mogą się zachowywać jak zmieszani lub spanikowani.

Zdrowe piątki zazwyczaj znajdują równowagę pomiędzy interakcją z otoczeniem i wycofywaniem się z niego. Ten styl jest często powiązany z posiadaniem dużej wiedzy i czasami intelektualnym geniuszem. Zdrowe piątki aktywnie oferują światu, owoce swojej wiedzy, często ucząc i pisząc o niej. Piątki mogą być idealistami i czasem mężnie ofiarowują się ku dobru ogółu. Zdrowi ludzie z tym typem, często praktykują to co Buddyści nazywają nie zaangażowaniem, czyli postawę charakteryzującą się mieszanką bezstronności jak i współczucia. W tym stanie piątki potrafią grać w życie nie będąc generalnie przywiązanym do wyników, a jako przyjaciele, mogą rozumieć twój punkt widzenia tak jak swój własny. Są oni współczujący i mają szczere serce, ale posiadają możliwość obserwowania życia z pewnej perspektywy i unikają bycia samemu niespokojnym.

Piątki mniej zdrowe, przesuwają się z bycia nie zaangażowanym w kierunku niewiązania się, wewnętrznego stanu bycia odciętym od uczuć. Mogą być nadwrażliwi na oczekiwania innych i odpowiadać na to przez pasywne wycofywanie się. Większość osób postrzega zdolność piątek do wycofywania się jako rodzaj niezależności. Jest to jednak jest również forma obrony. Piątki tworzą wokół siebie silną barierę aby zrównoważyć uczucie bycia nadwrażliwym. Odcinanie się od innych staje się nawykiem obronnym. Zasada jest: Jeśli nauczę się żyć z mniejszymi wymaganiami, bardziej we własnym świecie, to uniknę złego wpływu innych. To prowadzi do skłonności oszczędzania tych małych rzeczy które mają, aby mniej wymagać od innych. Często przekłada się to na oszczędzanie czasu (dla siebie), pieniędzy, przestrzeni, miejsca, informacji i emocji. Nie jest istotne co jest oszczędzane, schemat jest ten sam: piątki starają się ochronić przed zalaniem (np. emocjami), gromadząć siły gdzieś wewnątrz siebie. Niezdrowe piątki mogą też mieć dystans do własnych emocji, żyjąc w świecie informacji i pomysłów. Jednak im bardziej się od nich (własnych emocji) odcinają, tym bardziej zmagają się z uczuciem pustki, samotności i przymusowych potrzeb. To zupełnie jakby starać się przekonać słownie do tego, że nie jest się głodnym. Na tym etapie piątki mogą być bardzo powolne w okazywaniu swoich uczuć, ponieważ tylko piątka potrafi dosięgnąć tych uczuć poprzez długie i żmudne okresy przemyśleń. Niezdrowe piątki czczą boga przyczyny i starają się spoglądać z dystansu na swoje własne emocje. To się może czasami przełożyć na lekceważący i wywyższający się stosunek do innych.

Piątki bardzo niezdrowe, mogą popadać w schizofrenię i być nieprzewidywalne, gdy ich "odizolowane" fragmenty umysłu zaczynają przemawiać. Mogą prezentować się jako nieobecni duchem i ciałem lub dosadnie antysocjalni. Mogą np. przesiedzieć całe przyjęcię nie odzywając się zupełnie do nikogo, a potem stwierdzić, że świetnie się bawili. Lub też mogą nieświadomie odsunąć innych od siebie, poprzez prześmiewczy komentarz i nieprzewidywalną agresję. Zwyczaj odcinania się od własnych emocji, staje się tak doskonały, że bardzo niezdrowe piątki tracą kontakt z rzeczywistością, rozwijając dziwne fobie niewidzialnych bakterii i być skorym do halucynacji. Agresywne zachowania są bardzo prawdopodobne, następując po ostrej paranoi.



Piątka ze skrzydłem cztery: 5w4 - "Obrazoburca"


Różnica między skrzydłami 4 i 6 w piątkach, jest taka sama jak między sztuką i nauką. Skrzydło cztery, daje piątce zmysł abstrakcyjny oraz intuicyjny odcień myślom, tak jakby piątka myślała za pomocą geometrycznych kształtów zamiast myśleć słowami lub realnymi obrazami. Piątka ze skrzydłem 4 może być artystycznie utalentowana i doświadczać emocjonalnych nastrojów jak czwórka. Połączenie intelektualnej i emocjonalnej wyobraźni. Ceni sobie świat filozofii i pięknego konstruowania myśli. Najlepszym dla niej światem jest połączenie umysłowych horyzontów i estetyki. Połączenie ciekawości i wrażliwości na odbiór z potrzebą tworzenia własnej unikalnej wizji.
Gdy 5w4 jest w stresie, wydaje się być jakby nieobecna, gdy jest o coś spytana, odpowiada szeptem. Jej zachowanie oscyluje pomiędzy chęcią odosobnienia, a przypływami przyjacielskiej troski. Może stać się nieuchwytna, niedostępna i abstrakcyjna. Zachowuje się jakby znajdowała się wewnątrz swojej kuli izolującej ją od świata. Czasem odnosi się wrażenie nieznacznego wywyższania się ponad innych. Wizerunek "nieobecnego profesora" dobrze opisuje piątki z tym skrzydłem. 5w4 jest niezwykle wrażliwa na otoczenie i uczucie zbytniej nadopiekuńczości innych. Bardzo przewraźliwiona na krytykę. Może bardzo wolno powracać do siebie po traumatycznych przeżyciach. Typowymi pułapkami dla 5w4 są izolowanie się i popadanie w melancholię oraz depersje o podłożu egzystencjalnym.

Słynne piątki ze skrzydłem cztery: Agatha Christie, Albert Einstein, George Lucas, David Lynch, Samuel Beckett, Stanley Kubrick, Stephen King, Freidrich Nietzsche.



Piątka w miłości

  • ponieważ piątka ma opóźnione reakcje na uczucia, jej emocje mogą się ujawnić gdy piątka będzie sama. Czułość wobec kogoś, może się rozwinąć bez potrzeby wypowiadania słów lub bez kontaktu z tą osobą
  • ciągły cykl izolowania się od innych, może doprowadzić piątkę do potrzeby wyciągnięcia jej przez kogoś. Piątka staje na granicy potrzeby kontaktu i chęcią odejścia
  • coraz bliższa zażyłość może stymulować chęć do odizolowania się. Piątka daje komunikaty "Poradzę sobię i bez Ciebie" lub "Mogę się zaangażować, ale nie będę z tobą mieszkać"
  • możesz być odseparowany od innych aspektów życia piątki
  • piątka często okazuje zażyłość za pomocą niewerbalnych komunikatów. Piątka wyczuwa, że uczucia mogą być łatwiej ukazane, jeżeli są niewypowiedziane
  • emocjonalnie związana piątka może stać się zawzięcie zaborcza o ciebie. Możesz odczuwać jakbyś żył w jej emocjonalnym świecie




Piątka w pracy

  • piątka posiada wyczucie własnych zasobów energii. Nie chce aby jej czas lub siły były marnowane na czyjeś zadania
  • ciężko pracuje aby otrzymać w zamian prywatność
  • nie lubi niespodzianek. Chce być przygotowana na wszelką ewentualność
  • uwaga skupia się na innych z otoczenia. Często odczuwa natręctwo innych. Ma problemy ze skoncetrowaniem się w obecności innych
  • zamiera gdy niespodziewanie jest o coś zapytana, lub gdy wymagane jest od niej jakieś spontaniczne zachowanie. Potrzebuje czasu do przemyślenia
  • ceni sobie nieemocjonalne zaangażowanie w podejmowanu decyzji. Użycie odczuć jako motywu decyzji odbiera za utratę kontroli




Rozpoznanie piątki

Typowy komentarz piątki:

"Posiadam głęboką wiedzę o tym zawodzie"
"Nie lubię spotkań i zebrań w firmie, bo są generalnie stratą czasu"
"Mam sprawny umysł i dobrze rozwiniętą zdolność postrzegania rzeczy."
"Byłam samotna w dzieciństwie. Dużo czytałam"

Piątki, zwłaszcza ze skrzydłem 4, czasem mylnie opisują się jako czwórki. Takie piątki uważają, że posiadają silne uczucia i nie indentyfikują się z często ekstremalnym, pozbawionym uczuć wizerunkiem piątek. Jednakże piątki, w przeciwieństwie do czwórek, odczuwają pewien dyskomfort gdy przychodzi im opisać swój stan emocji i uczuć. I mimo, że mogą w tym względzie posiadać pewną łatwość, to jednak język emocji, nie jest naturalnym sposobem porozumiewania się piątek.

13:29, chuopiec.z.zapaukami
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog